Reklama
  • Poniedziałek, 8 lutego (14:05)

    Zdzisław Maklakiewicz. Syn swojej mamy

Toksyczna miłość do matki zaważyła na życiu tego artysty. Żadna z żon ani córek nie zdołała zająć jej miejsca w sercu syna...Urodził się w 1927 r., zmarł w 1977 r. Zdążył wystąpić w kilkudziesięciu filmach i serialach.

Reklama

Mówiono o nim „mistrz drugiego planu”, bo grywał głównie małe role, ale jak! Ostatni taniec starego profesora, który umiera na oczach Niemców, tańcząc do muzyki Schumanna, to jedna z najmocniejszych scen serialu „Polskie drogi”. Bez niego gorszy byłby także serial „Karino”, nie mówiąc już o komedii „Rejs”.

To na jej planie Zdzisław Maklakiewicz poznał Jana Himilsbacha, postać niezwykłą – naturszczyka, którego robociarska twarz i sznapsbaryton przeszły do historii polskiego kina. Maklaka, jak nazywano aktora, chłopca z dobrego, warszawskiego domu, z dyplomem, i Himilsbacha – syna niezamężnej robotnicy, który wyuczył się w więzieniu fachu kamieniarza, a potem odkrył w sobie zdolności literackie i aktorskie, połączył bardzo podobny, „luzacki” stosunek do życia i słabość do napojów wysokoprocentowych. Stali się nierozłączni – w filmie i licznych knajpach, które wspólnie odwiedzali.

Ukochany jedynak

Z tych wypraw Maklak wracał do stumetrowego, kilkupokojowego mieszkania, gdzie królowała jego mama, Czesława, którą nazywał czule Cesią albo Cechną.

Tata nie liczył się za bardzo w tej rodzinie, chociaż to on zapewnił jej dobrobyt. Był z wykształcenia ekonomistą i dyrektorem biura podróży Orbis, ale to „pani dyrektorowa” trzęsła domem. Zdzisław był ich jedynym, ukochanym synem. Mama najchętniej by go trzymała pod kloszem, ale się wymykał.

Na dobre wyrwał jej się do Powstania Warszawskiego, w którym walczył jako strzelec kompanii motorowej „Iskra” batalionu „Kiliński”. To straszne doświadczenie wpłynęło na los pokolenia, i jego też zmieniło.

Trudno się dziwić, że zagłada miasta i śmierć wszystkich kolegów z plutonu nie spłynęła po 17-latku ot tak!

Dość, że w 1945 r. z obozu jenieckiego w Niemczech wrócił do domu już „inny Zdzisiek”, jak wspominała wnuczce pani Cesia. Ale był, żył, znów mogła o niego dbać. I była bardzo zazdrosna o dziewczyny, które chciały ją w tym wyręczyć.

Ależ ona nic nie umie!

Pierwszą synową została, wbrew jej protestom, Renata Firek, śliczna studentka sztuk pięknych i aktorstwa. Wprowadziła się z mężem do teściowej, która wybrance syna urządziła „prawdziwe piekło na ziemi”, jak napisała ich córka, Marta, w książce poświęconej ojcu.

Dziewczyna, która ośmieliła się zabrać pani Cesi ukochanego jedynaka, była w jej oczach najgorszą gospodynią świata, co punktowała na każdym kroku. „Nie umie nawet sprzątać, nie wspominając o gotowaniu. Nawet i wodę na herbatę by przypaliła”, tłumaczyła synowi.

Nie była w stanie zaakceptować synowej, a nawet wnuczki, która po roku pojawiła się na świecie. A Maklak? Gdy panie darły koty, robił to, co miliony mężczyzn w podobnej sytuacji – wychodził z domu na kielicha. Z początku znikał na wieczory, tam gdzie koledzy i wesołe towarzystwo, potem na noce, a młoda żona czekała, aż wróci do domu...

Ich córka, Marta, pisze wprost, że to rozdarcie miedzy miłością do żony a toksyczną miłością do matki, która go całkowicie zdominowała, wpędziło go w nałóg. Małżeństwo w każdym razie skończyło się rozwodem.

Nie mam do tego głowy

Druga żona, aktorka, Wiesława Kosmalska również musiała zmierzyć się z teściową. Też próbowała walczyć o męża, a nawet postawiła go przed wyborem: mamusia albo ja. A Maklak wybrał mamę, więc wraz z ich córką – Agatą zniknęła z jego życia...

Odtąd wymykał się mamusi już tylko na wędrówki po knajpach, w których spotykali się wszyscy warszawscy artyści tamtych czasów. A w okolicy było mnóstwo lokali, wszak mieszkał niemal przy Krakowskim Przedmieściu. Koledzy do dziś wspominają jak błyskawicznie zbiegał z piętra, a potem stawał pod oknem i wołał, żeby mama zrzuciła mu zapałki. Zrzucała więc, wraz z grubym bnaknotem, z którym mógł zaszaleć.

Zdecydowanie tak mu było najwygodniej. Nie chciał zajmować się codziennością, nie cierpiał obowiązków. I cenił to, że mama go od nich uwalniała. Nie płacił nawet alimentów na córki, bo „nie miał do tego głowy”. To pani Cesia wyciągała pieniądze, gdy starsza wnuczka pukała do ich drzwi. Ale do ojca niechętnie ją wpuszczała, wolała mówić, że wyszedł z domu. Dla niego zaś to wszystko było za trudne...

Mocny cios pałką

Maklak odpłacał mamie za miłość i opiekę bezbrzeżnym uwielbieniem i do niej wracał z każdej hulanki, również i tej ostatniej, która zakończyła się jego śmiercią. Zdarzyło się to jesienią 1977 r. Wyszedł z imprezy, żeby się przejść i zdrzemnął się na ławce, aż obudziły go znajome panienki lekkich obyczajów, prosząc, by pomógł im wejść do Hotelu Europejskiego.

A tam już doszło do szarpaniny i interwencji milicji. Podobno jakiś funkcjonariusz mocno uderzył go pałką. Aktor, umiarkowanie trzeźwy, w dodatku chory na cukrzycę, stracił przytomność, ale ocknął się i resztką sił dotarł do domu, gdzie poczuł się fatalnie. Mama wezwała pogotowie, ale niewiele mu pomogło: umarł w szpitalu. Miał wtedy tylko 50 lat.

W stroju Chaplina

Na pogrzeb, oprócz matki, przyszli przyjaciele i pierwsza żona z córką. Maklaka pochowano we fraku, lakierkach i meloniku – filmowym stroju Charliego Chaplina, którego wielbił. Wierny druh, Himilsbach przyniósł mu na ostatnią drogę pudełko czekoladek. A potem zrobił przyjacielowi płytę nagrobną. Nie mógł pogodzić się z jego śmiercią. Ponoć zadzwonił do mamy nieżyjącego kolegi.

– Jest Zdzisiek? – wychrypiał do słuchawki. – Ależ panie Janku, przecież umarł! Był pan na pogrzebie... – Wiem, k..., ale nie chce mi się wierzyć... Pani Cesia przeżyła syna o 4 lata.

Małgorzata Sienkiewicz

Naj
Więcej na temat:Nie | mamy | Marta

Zobacz również

  • Od dziecka marzyła, że zostanie tancerką. Ale los miał wobec niej inne plany. Małgorzata Niemirska żartuje, że przed kamerę trafiła ze „szkolnej łapanki”. Ludzie z wytwórni filmowej... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.