Reklama
  • Środa, 19 kwietnia (11:05)

    Olivia Newton- John. Wnuczka noblisty

Pomaganie i wspieranie kobiet to mój cel.

Nie zamartwiam się tym, co było. Nie snuję planów. Przeszłości nie naprawię. Przyszłości może nie być. Do tego epokowego odkrycia doszłam w 1992 r., kiedy zachorowałam na raka – wyznaje Olivia Newton-John (68).

Ojciec aresztował Rudolfa Hessa

Reklama

Jej ojciec Brinley Newton-John w czasie II wojny światowej był oficerem MI6 (brytyjska służba specjalna powołana w 1909 r. do prowadzenia wywiadu zagranicznego). Z kolegami łamał kody Enigmy. W 1941 r. w Szkocji aresztował Rudolfa Hessa (współpracownika Adolfa Hitlera). Po demobilizacji w 1945 r. uczył języka niemieckiego w liceum męskim w Cambridge, którego był też dyrektorem. Matka piosenkarki – Irene Born (pisarka, fotografka, ekolog) była córką światowej sławy fizyka i matematyka Maksa Borna.

Born urodził się we Wrocławiu (wychował się w domu przy placu Wolności 4). W 1954 roku za osiągnięcia w dziedzinie fizyki kwantowej otrzymał nagrodę Nobla. Jakim cudem jego córce Irene i Brinleyowi udało się spotkać? Wpływ na to miała wielka polityka. Max Born w 1933 r. z powodu antysemickiej nagonki rządu III Rzeszy przyjechał z rodziną do Cambridge. To dlatego mogły się skrzyżować losy Irene i Brinleya, przyszłych rodziców piosenkarki. Najpierw urodził się syn Hugh (został lekarzem), w 1941 r. córka Rona (aktorka i modelka). Siedem lat później Olivia. Kiedy miała 5 lat, rodzina wyemigrowała do Australii, ponieważ Brinley Newton-John został dziekanem college’u w Melbourne.

– Ojciec czuł się tam świetnie. Matka przeciwnie. Fatalnie znosiła nową dla siebie sytuację – mówiła Olivia. Matka widząc wokalny talent Olivii, namawiała ją do udziału w konkursach piosenkarskich. Zresztą specjalnie nie trzeba jej było przekonywać. Była nastolatką, gdy już śpiewała w kawiarniach Melbourne. W wieku 14 lat założyła zespół Sol Four. Dwa lata później wygrała konkurs talentów piosenką „Everything’s Coming Up Roses”, dzięki czemu wyjechała do Londynu. „Wielki świat” ją pochłonął. Zaczęła spotykać się z Bruce’em Welchem z zespołu The Shadows. W 1970 r. z Cliffem Richardem wyruszyła w trasę koncertową. Zagrali też razem w serialu i w jej pierwszym filmie telewizyjnym „The Case”.

– Był i nadal jest cudownym człowiekiem – wspomina przyjaciela. W 1974 r. Olivia reprezentowała Wielką Brytanię w konkursie Eurowizji, śpiewając piosenkę „Long Live Love”. Nie wygrała, bo nikt nie mógł wtedy konkurować z ABBĄ i ich utworem „Waterloo”. Rok później, za radą przyjaciółki, postanowiła spróbować szczęścia w USA. W 1978 r. pojawiła się u boku Johna Travolty w musicalu „Grease”. – Miałam 30 lat, a miałam grać nastolatkę – wspominała. Piosenka „Summer Nights”, którą śpiewała z Travoltą, stała się superprzebojem. Film zyskał status kultowego, miał oglądalność porównywalną ze „Szczękami” i „Gwiezdnymi wojnami”. Oczywiście nie obyło się bez pytań, czy są parą. – Prawda była taka, że akurat byłam po bolesnym rozstaniu z Lee Kramerem, a czas wcale nie leczył ran. Nigdy nie spałam z Johnem – mówiła. – Przyjaźnimy się do dziś.

Sfingował własną śmierć?

Pierwszego męża – tancerza Matta Lattanziego poznała w 1980 r. na planie „Xanadu”. Tu mała złośliwostka – to właśnie ten film zainspirował Johna J.B. Wilsona do stworzenia nagrody Złotej Maliny. Olivia była pierwszą aktorką, która była nominowana do tej niechlubnej nagrody. Nie przejęła się tak bardzo. Zajmowała ją miłość. Jak wcześniej jej matka, tak i ona marzyła, że związek przetrwa całe życie. Nie udało się. Z Lattanzim rozwiodła się po 11 latach w 1995 r. Z tego związku ma córkę Chloe (31). Chloe jako nastolatka cierpiała na anoreksję. – Dzieciom znanych ludzi nie jest łatwo. Uważają, że muszą dorównać rodzicom – mówi Olivia.

A córka rzeczywiście chciała jej dorównać. Jak matka została piosenkarką (pop, country). Próbuje swoich sił w filmie. Od czasu do czasu panie śpiewają razem. W 2015 r. piosenka „You Have to Believe” w ich wykonaniu znalazła się na szczycie listy Billboardu. Kiedy Olivia rozwiodła się z Lattanzim, miała 47 lat i zastanawiała się, co dalej. Do momentu gdy spotkała operatora Patricka McDermotta. Byli z sobą 9 lat. Jakiś czas po rozstaniu, w 2005 r., wydarzyła się tragedia. McDermott wypłynął na ryby i nigdy nie powrócił. Po miesiącach poszukiwań Amerykańska Straż Przybrzeżna w końcu uznała, że utonął. Inni twierdzą, że sfingował własną śmierć, by nie płacić alimentów, i żyje, i mieszka w Meksyku.

Liczy się tylko miłość

Są momenty w życiu człowieka, które są jak trzęsienie ziemi. Armagedonem Olivii był rok 1992. Dwa tygodnie po pogrzebie ojca – zmarł na raka trzustki – piosenkarka dowiedziała się, że ma raka piersi. Miała właśnie rozpocząć światowe tournée. – Nigdy tego nie zapomnę. Czekanie na wynik biopsji było katorgą – mówiła. Po latach stwierdziła, że chorobę i pokonanie jej traktuje jak dar. – Naprawdę odczuwam wdzięczność. Nie sposób wyrazić, ile mnie to nauczyło o ludzkich zachowaniach, współczuciu i o samej sobie. Nieoceniony okazał się znajomy, John Easterling. To właśnie on, a nie mąż, wspierał ją i pocieszał w najtrudniejszych momentach.

– Pamiętam chwilę, kiedy trzymał mnie w ramionach. Przebywanie z umierającymi nauczyło mnie, że liczy się tylko miłość – wyznała. – Przyjaźniliśmy się od 17 lat. Nasze związki się zakończyły, a między nami była chemia. Wydarzyło się coś magicznego. Jedyną osobą, której zwierzyłam się z planów, była córka, Chloe – mówi. Pobrali się w 2008 r. w Peru. – Byłam tylko ja i John. Przyznaje się, że w momencie gdy zaginął McDermott, sama nie potrafiła sobie pomóc.

– Chodziłam na psychoterapię. Brałam antydepresanty. W końcu uznałam, że znowu mogę żyć – mówi. Z pomocy psychoterapeutów korzystała też, gdy zachorowała na raka. I w czasie rozwodu. – Terapia daje nam narzędzia do uzdrowienia i radzenia sobie z problemami. Dziś to ona pomaga. W czerwcu 2012 r. otworzyła Olivia Newton-John Cancer Wellness & Research Centre. Zbudowanie szpitala jej imienia trwało 10 lat i pochłonęło 200 milionów dolarów australijskich.

Kariera? Wybieram życie

Czasem mówi o zakończeniu kariery. Pytana, czy nie będzie jej żal, wzrusza ramionami. – Najważniejsze jest życie. A mam coraz mniej czasu. Jeśli będę śpiewać albo nagrywać płyty, to po to, by zebrać fundusze na mój ośrodek – mówi.

W 2013 r. rak znowu zburzył jej spokój. Na raka mózgu zmarła jej siostra Rona. – To była niewyobrażalna tragedia – wyznaje. Osobom niedawno zdiagnozowanym radzi, by wybrały jednego bliskiego człowieka, na którym mogą się wesprzeć. – W tym czasie potrzeba pozytywnego sprzężenia zwrotnego, a nie wybuchów paniki i rozpaczy – mówi.

Życie na gorąco

Zobacz również

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.