Reklama
  • Środa, 8 marca (15:05)

    Olgierd Łukaszewicz: Miłość jest potęgą

Wspierał żonę, gdy walczyła z nowotworem. Wygrali tę bitwę. Dziś mogą się cieszyć wnukami.

We wrześniu skończył 70 lat. Radiowa Trójka przygotowała specjalny benefis, który umilił słuchaczom święta Bożego Narodzenia. – Urodziny miałem dokładnie trzy miesiące temu, ale świętować będę cały rok! – śmiał się Olgierd Łukaszewicz.

Do studia im. Agnieszki Osieckiej w Trójce jubilat przyszedł w towarzystwie żony, aktorki Grażyny Marzec (70). – Jesteśmy razem prawie pół wieku. To mój prawdziwy przyjaciel – mówi z przekonaniem aktor. Od dzieciństwa wpajano mu szacunek do tradycji i wartości związanych z rodziną.

Reklama

Jego ojciec, skromny, oddany swej profesji lekarz, był wnukiem zesłańca na Syberię. Urodził się w dalekim Szymkencie. Matka pochodziła z Kamieńca Podolskiego, a wychowywała w szkole prowadzonej przez siostry zakonne w Szymanowie pod Warszawą. Pan Olgierd przyszedł na świat w Chorzowie, gdzie rodzice zamieszkali zaraz po wojnie.

– Nasz dom był kochający, bezpieczny, spokojny, trochę w staroświeckim stylu. Ojciec zajęty pracą, domową codzienność zostawiał mamie. I taki model starałem się przenieść do swojej rodziny – wyjawia aktor.

Przyszłą żonę poznał już na studiach w krakowskiej szkole teatralnej

Któregoś dnia mieli zagrać na scenie parę zakochanych. Tak się w tę rolę zaangażowali, że zostali parą. W 1978 r. przyszła na świat ich córka, Zuzanna (jest logopedą). Dziś, po tak wielu latach wspólnego życia, aktor uważa, że ich rodzina to dar, jaki zesłał mu los. – Grażyna uwodzi mnie tym, że jest konkretna. Bo ja wciąż marzę i bujam w obłokach – opowiada szczerze aktor.

Jaką potęgą jest ich miłość, przekonali się kilka lat temu, gdy u żony aktora zdiagnozowano chorobę nowotworową. Pan Olgierd całe życie podporządkował wtedy walce o zdrowie ukochanej. Czuwał przy niej, zaś w chwilach jej słabości i zwątpienia, jak umiał podtrzymywał ją na duchu. Razem potrafili pokonać chorobę i dziś dumnie powtarzają, że ich życie zaczęło się wówczas od nowa.

Najważniejsze, że mogą cieszyć się swoimi wnukami: Adamem (13) i Hanią (8). – Zależy nam, by kochali i dobrze wspominali dziadków. Żeby wiedzieli czego chcą i nie były zagubione. To jest najważniejsze w życiu – mówi pan Olgierd.

Wnuki nim zawładnęły. Kocha je nad wszystko

Może wstawać o szóstej rano, żeby pobiec do córki, a potem odprowadzić Adasia i Hanię do szkoły. Kiedy wracają, pan Olgierd chciałby wypełniać im wolny czas. Wnuczka ma zadatki na aktorkę, lubi z dziadkiem odgrywać różne scenki.

– Wzięliśmy książkę i czytaliśmy ją na kilka sposobów, wczuwając się w różne sytuacje. Widziałem, że sprawia jej to ogromną frajdę. Hania ma naprawdę duży talent i łatwość w interpretowaniu tekstu – opowiada dziadek z nieskrywaną dumą i zachwytem w głosie. Natomiast starszy Adaś interesuje się militariami.

– Byliśmy kiedyś w jednostce wojskowej i przejechaliśmy się czołgiem. Udało się spełnić jego marzenie – wspomina z radością. Jest dumny, że stworzył rodzinę, w jakiej sam się wychowywał. Marzenie się spełniło.

SL

Świat & Ludzie

Zobacz również

  • Geniusz melodii. Skomponował „Annę Marię”, „Płoną góry, płoną lasy”, „Niebo z moich stron”... Mógł osiągnąć znacznie więcej – co mu w tym przeszkodziło? więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.