Reklama
  • Środa, 1 czerwca 2016 (08:05)

    Maria Fołtyn. Była gwiazdą na scenie i niewolnicą w życiu

Miała pecha do mężczyzn. Począwszy od ojca, aż po mężów

Reklama

"Ja wam jeszcze pokażę” – ta myśl towarzyszyła jej w drodze ze skromnego mieszkania w oficynie w Radomiu do najbardziej prestiżowych sal operowych świata. Nie przestała śpiewać nawet, gdy ojciec otwarcie się z niej wyśmiewał i nazywał szaloną. Od upokorzeń uciekała w świat fantazji, a jej azylem stało się miejscowe kino.

„Żeby zarobić na bilety, tańczyłam na ulicach, jak Cyganka: »Pan da 50 groszy, ja panu zatańczę« – wspominała. – Całe podwórko traktowało mnie jak szaloną”. Na szczęście matka wierzyła w jej talent. Pani Paulina była nieszczęśliwa w miłości. Jej mąż, Józef, pracował jako kolejarz, ale patrząc na niego, nikt by nie posądził go o tak prozaiczny zawód.

„Elegancki i schludny. Laseczka, cylinderek, fajeczka” – tak opisywała ojca Maria Fołtyn. Miła powierzchowność skrywała jednak porywczego despotę, który kochał wiele kobiet, ale nie swoją żonę. Zdarzało się, że podnosił na nią rękę.

„Wtedy zrodził się we mnie lęk przed mężczyznami. Ale też pogarda” – wspominała artystka. Po latach mówiła gorzko, że to nie rodzice pomogli jej się wyzwolić i zostać śpiewaczką, a obcy ludzie, którzy się nią zachwycili.

Poznała ich dzięki wojnie. Bracia Marii działali w AK. Ona także chciała jakoś pomóc, więc podnosiła ich na duchu, śpiewając. Nie tylko im – talent okazał się jej najlepszą bronią. „Wchodziłam i Niemcom śpiewałam kawałek arii Mozarta (...). Miałam urok, który ich zniewalał. Podnosiłam oczy, błyskałam nimi, niczego się nie bałam i wszystko mi podpisywali” – opowiadała z dumą.

Śpiewała także w kościele, czasami nawet przez cztery msze pod rząd. „Ziomkom dawałam siłę, na mszach płakali. I dlatego garbarze – bo Radom to było garbarskie miasto – wyskrobali pieniądze i w marcu 1944 r. w Warszawie poszłam do pierwszego pedagoga Adama Didura, potem do Ady Sari” – mówiła.

Wrobiona w małżeństwo

W 1949 r. na deskach Opery Śląskiej w Bytomiu pierwszy raz wystąpiła przed publicznością w roli Halki. Zastąpiła inną śpiewaczkę, więc nie miała wiele czasu na przygotowania, ale i tak jej debiut porównywano z historyczną kreacją Wiktorii Calmy, która w 1945 r. wystąpiła w pierwszym po wojnie polskim spektaklu operowym.

Wkrótce spotkało ją kolejne wyróżnienie: dostała angaż do Opery Warszawskiej. Zamieszkała u znanego kompozytora Michała Świerzyńskiego, gdzie spała na kozetce. Była całkowicie zależna od swoich gospodarzy i gdy zaczęto ją swatać z 11 lat starszym Adamem Świerzyńskim, nawet nie przyszło jej do głowy, że mogłaby powiedzieć „nie”. Jak mówiła: „Kazali wziąć ślub, wzięłam. Ale to nie była moja love story”.

Trudno wyobrazić sobie mniej dobraną parę. On spokojny, poukładany, o 22. był już w łóżku, by nazajutrz nie wyglądać na zmęczonego. Ona kipiała energią. „Był porządnym człowiekiem, ale nieodpowiedzialnym, wygodnym, bardzo mieszczańskim. Nie dla mnie” – wspominała.

Buntowała się także dlatego, że musiała utrzymywać całą rodzinę, a wciąż zajmowała tę samą niewygodną kozetkę, której jej użyczyli na samym początku znajomości… Im gorzej układało jej się w życiu osobistym, tym więcej emocji wyrażała na scenie. W 1953 r. oczarowała Józefa Stalina. „To był zbrodniarz i cham, ale nie byle kto” – mówiła artystka.

Z wyjazdu do ZSRR zapamiętała, że jadła kawior łyżkami, Gregorij Malenkow wzniósł toast za dalszą karierę, pijąc z jej pantofelka, i oczywiście to, że sam Stalin pogratulował jej występu w telegramie, pisząc: „Posłanie od generalissimusa Stalina, który dziękuje za wspaniały koncert naszej wielkiej przyjaźni. Największą wybitnością była Maria Fołtyn i Władysław Domieniecki”.

Przestraszyła się uznania dyktatora do tego stopnia, że zamknęła się w toalecie. Ostatnim, czego chciała, było ściągnięcie na siebie uwagi władz. Rok przed sławnym występem w Rosji brat Marii zdecydował się na emigrację, został żołnierzem amerykańskiej armii. Służby bezpieczeństwa usiłowały skłonić panią Marię do współpracy. „Brat był cennym celem, od 1952 do 1962 r. przychodzili i zmuszali, żeby go zwabić do Polski” – mówiła gwiazda.

Powtórzyła błąd matki

Mężczyźni w jej życiu zwiastowali kłopoty. Tak było też z drugim mężem gwiazdy. „Poznałam drania. Bolesław Nencki, dziennikarz, korespondent. Szedł na przedstawienie, przeżywał, ale jeżeli mi się coś nie udało, bił mnie pasem: »Jeszcze raz powtórzysz coś podobnego!«, a ja płakałam – wspominała. – Taka była moja miłość niewolnicy. Był świadomy, że mnie od siebie uzależnił. Pił, nie wracał na noc, a ja szalałam”.

Miała wiele stresów. Kolejny, jakim było potajemne spotkanie z bratem w Norymberdze, przypłaciła utratą dziecka. Poroniła zaraz po tym, jak wsiadła do pociągu do Warszawy. Dalszym ciągiem czarnej serii było zwolnienie z Opery Warszawskiej. „W rozkwicie talentu musiałam emigrować” – mówiła artystka.

Wyjechała niedaleko, za Odrę – pod swoje skrzydła przygarnęła ją Opera w Lipsku. Odnalazła tam spełnienie w życiu zawodowym, ale nie osobistym. „Mąż przyjeżdżał po pieniądze i zostawiał mnie z jedną marką. Kupowałam mu części do wartburga i stos innych rzeczy, które sprzedawał w redakcji i miał zysk”.

W 1968 r. wróciła z kontraktów zagranicznych. Potwierdziła swoją klasę, śpiewając arie Aidy i Halki w Teatrze Wielkim, ale opór środowiska przed jej powrotem był ogromny. Wcisnęła się tylnymi drzwiami. Zdawała na reżyserię do Szkoły Teatralnej. Miała wtedy 45 lat, była wielką gwiazdą i została… studentką!

Po zdobyciu dyplomu zaangażowała się w popularyzowanie twórczości Stanisława Moniuszki na całym świecie. Reżyserowała „Halkę” w wielu krajach, m.in. na Kubie, gdzie w tytułową rolę wcielała się ciemnoskóra śpiewaczka. Była dyrektorką Festiwalu Moniuszkowskiego, a także mentorką młodych talentów.

Najważniejsze, co chciałaby przekazać swoim następcom? „Śpiewanie to sprawa erotyczna – mawiała. – Zdradzałam w śpiewie albo byłam wierna – bo byli też na scenie partnerzy fascynujący, że się przytulałam jak cholera”. Maria Fołtyn zmarła 2 grudnia 2012 r. na skutek powikłań po udarze.

Joanna Lenart

Życie na Gorąco Retro
Więcej na temat:Maria | Maria | Maria Fołtyn | była | Fołtyn | opera | Opera | halki | stalin

Zobacz również

  • Profesor sztuk teatralnych i dziekan Wydziału Aktorskiego krakowskiej PWST. Wybitny aktor teatralny, filmowy i radiowy. Choć Krzysztof Globisz (60) na swoim koncie ma niezapomniane filmowe... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.