Reklama
  • Czwartek, 9 marca (13:00)

    Krystyna Feldman. Nigdy nie była młoda...

Właśnie mija 10 lat od śmierci aktorki. Krystyna Feldman zmarła 24 stycznia 2007 roku w wieku 90 lat. Czasy jej dzieciństwa i dorastania przypadły na dwudziestolecie międzywojenne, młodość zabrała II wojna światowa, a po niej aktorka była już dojrzałą, znającą swoją wartość i wiedzącą, czego chce od życia, kobietą.

Znalazła miłość i wierzyła, że będzie to związek na zawsze. Trwał zaledwie 6 lat. W wieku 37 lat została wdową, choć tak naprawdę nigdy nie wzięła ślubu. I pozostała nią do końca życia…

Reklama

Urodziła się 1 marca 1916 roku we Lwowie w rodzinie śpiewaczki Katarzyny oraz słynnego wówczas aktora Ferdynanda Feldmana. Mała Krysia od dziecka była więc związana ze sceną. Miała trzy lata gdy jej ojciec zmarł, ale to nie zerwało więzi rodziny z teatrem

. Już jako 5-latka grała niewielkie role. Od dziecka czuła, że aktorstwo jest jej przeznaczeniem, ale mama i jej drugi mąż, emerytowany żołnierz Kazimierz Mayer, chcieli, by zdobyła „poważny zawód”. Posłali ją do Szkoły Handlowej we Lwowie. Nie wytrzymała w niej długo. Nie radziła sobie z przedmiotami ścisłymi, groziło jej powtarzanie klasy, wciąż była też karana za łamanie regulaminu internatu.

W końcu uciekła. W księgarni za bezcen sprzedała podręczniki i za uzyskane pieniądze wróciła do domu.

W czasie wojny była łączniczką

Po powrocie oznajmiła mamie, że zostanie aktorką. Rozpoczęła naukę w prywatnym studium teatralnym, które prowadził profesor Janusz Strachocki. Nauczyciel wprawdzie początkowo miał stwierdzić, że córka nie powinna kalać nazwiska ojca, ona jednak nie przejęła się tym.

Eksternistycznie zdała maturę, by zdążyć na egzaminy do szkoły aktorskiej w Warszawie. Ukończyła ją w 1937 roku i od razu dostała angaż w teatrze we Lwowie.

Świetnie zapowiadającą się karierę przerwała II wojna światowa. W 1942 roku Krystyna została łączniczką w Armii Krajowej. Przenosiła nie tylko meldunki, ale też ładunki i broń. Pewnego razu przed niechybnym aresztowaniem i torturami uratował ją nastolatek, który w ostatnim momencie krzyknął: „Hej! Paniusia! Coś tam wypadło z torby!”.

Podniosła z chodnika pistolet, a chwilę potem minął ją niemiecki patrol. Chwiejąc się doszła do najbliższej restauracji i zamówiła kieliszek wódki…

Reżysera Stanisława Brylińskiego poznała w Teatrze Miejskim w Jeleniej Górze w 1947 roku. Ona miała wówczas 31 lat, on – 57. – Miałam duże powodzenie wśród chłopaków. Nie wiem dlaczego, ale panowie zawsze chodzili za mną sznurem. Jednak mnie interesowali tylko starsi mężczyźni – wyznała w jednym z wywiadów. Nie przeszkadzało jej też to, że ukochany formalnie wciąż był żonaty z aktorką Heleną Górską.

– Ten związek już znacznie wcześniej się rozpadł. W tym czasie, kiedy się poznaliśmy, Stanisław był już z inną kobietą. Od kiedy mnie zobaczył, latał za mną. A ja na początku bardzo go nie lubiłam. Jednak dużo rozmawialiśmy i w końcu mnie do siebie przekonał – opowiadała. Wyboru córki nie pochwalała matka.

– Była przeciwna ze względów religijnych. Miała niezłomne zasady. Mówiła, że powinnam wybrać innego mężczyznę, który jest młodszy i nieżonaty. Ale nic nie wskórała, bo jestem uparta i jak się zatnę, to nikt mnie nie przekona – wyznała Krystyna. To była wielka miłość.

Choć nigdy nie zalegalizowali związku, w środowisku aktorskim uchodzili za małżeństwo. Tylko mama aktorki wiedziała, że nie mają ślubu, ale dla dobra córki ukrywała ten fakt. – Zamieszkaliśmy razem, żyliśmy na kocią łapę, bo on ciągle nie miał rozwodu – przyznała po latach aktorka.

Świata poza nim nie widziała

W 1953 roku ukochany pani Krystyny nagle zachorował. – Zdążył jeszcze radośnie przeżyć śmierć Stalina (…). Wkrótce dostał zapalenia opon mózgowych – wspominała ze smutkiem.

– Robiłam wszystko, by go uratować. Na czarnym rynku kupowałam neomycynę, bo wtedy inaczej nie można jej było zdobyć. Najpiękniejsze było to, że do końca byliśmy w sobie cudownie zakochani.

Nie widziałam poza nim świata – dodawała. Po jego śmierci pani Krystyna już nigdy nie związała się z żadnym mężczyzną. Przeżyła ukochanego o 54 lata.

MH

Życie na gorąco

Zobacz również

  • Oboje pochodzą z rodzin wielodzietnych. Dlatego, kiedy dwa lata temu wzięli ślub, szybko stało się jasne, że powiększenie rodziny to kwestia czasu. I w styczniu żona Tomasza Schuchardta (31) –... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.