Reklama
  • Środa, 15 marca (08:05)

    Jarosław Kulczycki. Chłopak z Mokotowa

Jako dwunastolatek był harcerzem, wzorowym uczniem i dobrym synem. Potem ważniejsi stali się kumple, dyskusje po świt, papierosy, muzyka i pewna ławeczka na Polu Mokotowskim.

Byłem szczęśliwym dzieckiem i nastolatkiem. Miałem kochających mamę i tatę, którzy trochę rozpieszczali swojego jedynaka”, mówi SHOW Jarosław Kulczycki. „Nauka szła mi bez trudu – może dlatego, że pochłaniałem mnóstwo książek. Wychowałem się w Warszawie, na małym osiedlu tuż przy Polu Mokotowskim. Mieszkaliśmy z rodzicami w mieszkaniu, które wcześniej należało do dziadków – nauczycieli.

Reklama

Dziadek był przedwojennym instruktorem harcerskim, tata był harcerzem, nie było i dla mnie innej drogi. Do drużyny wstąpiła większość moich przyjaciół z klasy i osiedla. Pierwszy obóz to był szok dla jedynaka. Dostaliśmy piły i siekiery, mieliśmy ściąć sobie drzewa na żerdzie, z których robiliśmy prycze i półki w namiotach.

To był bardzo ważny okres w moim życiu, przyjaźnie trwają do dziś. Z harcerstwa wywodziła się nasza »Brygada z Bruna« (nazwa od ulicy Juliana Bruna, przyp. red.) – grupa osób, która spotykała się co wieczór na ławeczce. To było miejsce instytucja. Stała pod dużym dębem w parku. Musiałem być obłożnie chory, żeby wieczorem nie dołączyć do Brygady.

Towarzyszył nam mój cudowny pies. Trop był owczarkiem niemieckim, bardzo inteligentnym i towarzyskim. Rodzice spełnili moje marzenie o psie, kiedy miałem 12 lat. W liceum, kiedy skończyło się harcerstwo, zaczęły się papierosy. Kłęby dymu i dyskusje – to był nasz żywioł.

Z czasem pojawiły się też napoje wyskokowe. Niedaleko był bar Bolek, w którym po odstaniu godziny w kolejce, można było uraczyć się piwem. Bardzo ważna była dla nas muzyka. Do końca lat 80. kupowałem wszystkie płyty rockowe, jakie ukazywały się na polskim rynku. Tę kolekcję mam do dziś. Jeździliśmy rok w rok do Jarocina.

Podczas koncertu TSA był taki czad, że mieszkańcy dzwonili na milicję, czy to początek III wojny światowej. W Warszawie na koncerty chodziło się do Remontu, Stodoły, na festiwal Róbrege.

Potem zacząłem słuchać jazzu. Ucieszyło to tatę, bo w latach 50. i 60. grał w zespole. Poszedłem w jego ślady i grywałem w kapelach rockowych na perkusji. Już jako dziennikarz przeprowadzałem wywiady z muzykami jazzowymi. Fakt, że sam muzykowałem, bardzo ułatwiał mi te rozmowy”, wspomina Jarosław.

Jarosław Kulczycki (49) pracował jako tłumacz, ale jednocześnie rozwijał karierę dziennikarską – najpierw w Polsacie, potem w TVP. Był prezenterem TVP 2, gospodarzem programów informacyjnych: „Wiadomości”, „Panoramy” oraz „Info dziennika” i „Panoramy dnia” w TVP Info.

Dziś prowadzi serwis informacyjny „24 godziny” w Nowa TV oraz program publicystyczny „Tu i teraz”. Ma żonę Dorotę i dwoje małych dzieci: Sambora (3) i Różę (1,5). Niedawno rodzinę dziennikarza dotknęła tragedia. Najstarszy syn Filip (†19) zmarł półtora roku temu – zasłabł podczas ćwiczeń na siłowni.

Show

Zobacz również

  • Kiedy przegrała proces z Maciejem Ślesickim, producentem „Szpilek na Giewoncie”, jej zawodowa przyszłość nie wyglądała najlepiej. Przypomnijmy. Po nakręceniu 3. sezonu Magdalena Schejbal w... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.