Reklama
  • Środa, 8 marca (15:00)

    Historia piosenki "Gdy żołnierze wracają"

Anna Jantar zaśpiewała utwór „Gdy żołnierze wracają” na Festiwalu w Kołobrzegu, z myślą o tym, którego kochała...

Kiedy w 1974 r. młodziutka Anna Jantar (†30) stanęła na scenie podczas Festiwalu Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu, bardzo chciała go wygrać. Dobrze wiedziała, że jest ktoś bliski jej sercu, dla kogo piosenka „Gdy żołnierze wracają”, którą wtedy śpiewała, ma szczególne znaczenie…

Dwa razy ledwo uszedł z życiem

Reklama

„Bursztynowa dziewczyna”, jak nazywano wokalistkę, w tym czasie była już gwiazdą. Po udanym wy stępie w Opolu, gdzie hitem „Tyle słońca w całym mieście” wyśpiewała nagrodę publiczności, trudno jej było przejść spokojnie ulicą. Aby jednak jej kariera nie stanęła w miejscu, potrzebowała kolejnych przebojów.

Niedługo przed kołobrzeskim Festiwalem Piosenki Żołnierskiej, który odbył się w lipcu 1974 r., mąż Jantar, Jarosław Kukulski (†66), poprosił poetę Andrzeja Kuryłę, aby stworzył dla niej hit, dzięki któremu miała wygrać ten konkurs.

– Jarek przyniósł mi kasetę z muzyką, przedstawił swój pomysł i już go nie było. Próbowałem rozmawiać na ten temat z wykonawczynią, ale ona była bardziej zajęta pakowaniem walizki niż piosenką, bo właśnie wyjeżdżali do rodziców Jarka. Widząc jednak moją zatroskaną minę, rzuciła w biegu z uśmiechem: „Andrzejku, coś bardzo żołnierskiego…” – wspomina Kuryło.

– „Kiedy żołnierze wracają” napisałem w dwa dni – dodaje. Choć stworzony wówczas przebój nie zdobył na festiwalu nagrody, to Jantar tak spodobała się fotoreporterom, że z Kołobrzegu wyjechała z tytułem „Miss Obiektywu”. Ale najważniejsze dla niej było to, że śpiewając tę żołnierską piosenkę, zrobiła wielką przyjemność swojemu ojcu, Józefowi Szmeterlingowi, porucznikowi Ludowego Wojska Polskiego w stanie spoczynku. Bo kiedy Józef słyszał słowa: „Żołnierski zwykły los. Żołnierski zwykły dzień. Na ramię zarzuć broń”, przed oczami przewijały mu się obrazy z drugiej wojny światowej, gdy walczył na Wale Pomorskim, za co otrzymał Krzyż Walecznych.

Widząc Anię na kołobrzeskiej scenie, wspominał zacięte walki o to miasto, za wyzwolenie, którego otrzymał Srebrny Medal „Zasłużony na Polu Chwały”. Jantar znała wojenne losy swojego taty. Wiedziała, że dwa razy ledwo uszedł z życiem.

Wtedy, gdy w marcu 1944 r. w Darnicy został ranny w klatkę piersiową i rok później nad Łabą, kiedy odłamek ranił go w prawą nogę. – Pamiętam spotkanie z Anią kilka tygodni po festiwalu. Bardzo dziękowała mi wtedy za ten utwór. Cieszyła się, że „Kiedy żołnierze wracają” stali się ulubioną piosenką jej ojca – wspomina tamte chwile Andrzej. Bo Ania była przecież od urodzenia ukochaną córeczką tatusia.

Odziedziczyła po nim nie tylko gęste, ciemne włosy, ale też artystyczne zainteresowania. Józef zawsze marzył, aby zostać spikerem radiowym. Pięknie mówił, miał nienaganną dykcję i ciepły, niski głos. Ale jego prag nienia się nie spełniły.

Był jednak bardzo szczęśliwy, gdy okazało się, że córka jest uzdolniona muzycznie. Wraz z żoną Haliną zapisali ją do muzycznego przedszkola. A gdy po latach jej kariera nabierała tempa, był jej najwierniejszym fanem.

Siedział w pustym kościele i płakał

Nie wszystko jednak w ich rodzinie układało się tak, jak powinno. Chociaż rodzice piosenkarki pobrali się z wielkiej miłości, to ich małżeństwo nie przypominało sielanki. Józek był duszą towarzystwa, więc zapraszano go na imprezy. Nie potrafił odmawiać i często zaglądał do kieliszka. Idealny nie był. Po alkoholu potrafił długo marudzić.

– Kilka godzin ględzenia – wyznała Halina Szmeterling w książce „Tyle słońca”. Ania też nie pochwalała zachowania taty. Choć więc darzyli się wielkim uczuciem, to ich miłość nie należała do łatwych... W końcu Halina nie wytrzymała zachowania męża i gdy córka urodziła Natalię, przeniosła się do niej do Warszawy.

Ojciec piosenkarki został zaś w Poznaniu i podobno związał się tam z inną kobietą. Nigdy jednak nie zapomniał o swoim dziecku. Gdy Ania zginęła w katastrofie lotniczej, o czym dowiedział się z mediów, przez tydzień nie wychodził z domu. A potem siedział w pustym kościele św. Anny w Poznaniu, w którym brała w 1971 r. ślub z Jarkiem, i płakał.

Ściany w jego mieszkaniu, do jego śmierci w 2000 r., były obwieszone zdjęciami ukochanej córeczki. Patrząc na nie, wspominał szczęśliwe chwile. A słysząc w radiu nostalgiczną piosenkę „Kiedy żołnierze wracają”, przypominał sobie tamten wieczór, gdy śpiewała ją dla niego. W wywiadach mówił: „Dla mnie nie umarła. Była, jest i będzie. Wciąż żyje”.

R.P.

Na żywo

Zobacz również

  • Oboje pochodzą z rodzin wielodzietnych. Dlatego, kiedy dwa lata temu wzięli ślub, szybko stało się jasne, że powiększenie rodziny to kwestia czasu. I w styczniu żona Tomasza Schuchardta (31) –... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.