Reklama
  • Czwartek, 9 marca (13:00)

    Halina Bednarz. Kobieta z temperamentem

Urodziła się w czasach... – Kiedy odwiedzało się znajomych bez zapowiedzi, obchodziło się imieniny i urodziny. Gdy myślę o tym, skąd pochodzę, widzę mieszkanie pełne ludzi: rodzice, rodzeństwo, koleżanki i koledzy – mówi nam Halina Bednarz, niezapomniana Renata Augustynek z serialu „Samo życie”. – Grałam ją 9 lat – uśmiecha się aktorka.

Spokojnie patrzę sobie w oczy

Reklama

Przyszła na świat w Gorzowie, wychowywała się w Rogoźnie Wielkopolskim. – Zawsze czułam się bardzo kochana. Rodzice mi ufali, miałam dużo swobody. Reguły wyznaczały się same – śmieje się. – Od dziecka wiedziałam, że warto być dobrym. Miałam wiarę we własne siły i możliwości. Nauczyłam się też, że pokonanie przeszkód wzmacnia. Do dziś żyję tak, by móc patrzeć sobie w oczy – dodaje pani Halina.

„Zadebiutowała” w pierwszej klasie szkoły podstawowej: czarna plisowana spódniczka, biała bluzka. „Kto ty jesteś? Polak mały” – recytowała z przejęciem. W klasie maturalnej zastanawiała się: polonistyka?, prawo?, medycyna? Papiery złożyła do... PWST w Warszawie.

– Myślę, że w aktorstwie zobaczyłam szansę na to, by odkrywać inną rzeczywistość, zgłębić naturę człowieka, ale go nie oceniać. Egzamin zakończył się porażką. – To był jeden z najtrudniejszych momentów w moim życiu. Miałam poczucie, że zawalił mi się cały świat. – wspomina.

Nie zmieniła jednak planów. Rok spędziła jako adeptka w teatrze w Gnieźnie. Zagrała tam m.in.: Rosaurę w „Życie jest snem”, Calderóna, subretkę w „Lekarzu mimo woli” Moliera, w „Kramie z piosenkami” Leona Schillera... Dyplom warszawskiej PWST obroniła w 1982 r. i dostała angaż do Teatru Popularnego. Zadebiutowała rolą Anny w „Grzechu” Żeromskiego, potem grała Klarę w „Ślubach panieńskich”, żonę w „Ich czworo”, Antygonę, Esterę w „Sztukmistrzu z Lublina”. Gościnnie występowała w Teatrze Polskim i Na Woli.

– Z Teatru Popularnego odeszłam... do życia rodzinnego. Przez 16 lat aktorką byłam na tyle, na ile pozwalały mi obowiązki domowe. Ale te lata pokazały mi nowe dziedziny życia: partnerstwo, macierzyństwo. Uczyłam się, jak poszerzać swoje człowieczeństwo. Tu też wrażliwość aktorska pomaga, ale i doskwiera – wyznaje.

Zaczarowana dorożka, biały koń

– Nie szukałam miłości, sama mnie znalazła – śmieje się. – Bawiliśmy się na weselu Anny Gornostaj w modnym wówczas Bazyliszku. Benedykt mnie adorował, potem zaprosił do innego lokalu. Nie chciałam iść, więc zgrabnie odmówiłam: – Dobrze, ale tylko na białym koniu.

Kiedy po kilkunastu minutach pod drzwiami lokalu pojawiła się dorożka zaprzężona w białe konie, musiałam dotrzymać obietnicy. Zaimponował mi swoją odwagą, fantazją, skutecznością i męskością...

– Spróbowaliśmy żyć razem. Na świat przyszła Agnieszka. Po 12 latach zdecydowaliśmy się na ślub. Obydwoje mamy silne charaktery. On jest uparty i ja jestem uparta. Czujemy potrzebę niezależności. Bywały emocje, gorące uczucia ale też rozstania i powroty. Zbudowaliśmy coś silnego i trwałego. W fundamentalnych sprawach mówimy jednym głosem. Wszystkie istotne decyzje podejmujemy razem – mówi pani Halina.

Z Benedyktem Poradą, biznesmenem, jest od 34 lat. Gdy myślą o córce, przepełnia ich duma i szczęście. Agnieszka jest ambitna, niezależna. Wyznacza sobie cele i konsekwentnie je realizuje. Ukończyła marketing i zarządzanie w Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie oraz Kulturoznawstwo i Media na Uniwersytecie Goldsmiths w Londynie.

Teraz mieszka w Sao Paulo w Brazylii, pracuje jako dyrektor ds. mediów internetowych w agencji reklamowej. – Rolę matki widzę tak: przekazałam córce życie, ale nie jestem jej właścicielką, tylko – albo aż – mamą. Spotykamy się raz albo dwa razy w roku. Kontaktujemy się kilka razy w tygodniu. Ponieważ nie spędziliśmy wspólnie świąt, sprezentowała nam pobyt w SPA.

Pani Halina potrafi cieszyć się życiem. Zwłaszcza odkąd ona i jej 6-letnia wówczas Agnieszka otarły się o śmierć. Wracały od rodziców aktorki do Warszawy. Piękny, słoneczny dzień. Nagle olbrzymi TIR zmiażdżył ich samochód. Im nic się nie stało.

– To cud. Może ktoś tam nade mną czuwa? Wierzę, że to, co ludzi spotyka, ma sens. Z czasem okazuje się jaki. To wtedy nauczyłam się celebrować każdą chwilę. Nie tracić czasu na rzeczy mało istotne i podchodzić do pewnych spraw z większym dystansem. Mam w sobie otwartość na to, co przyniesie los i potrafię się z tego cieszyć.

Lekarstwem jest śmiech z samej siebie

Halinę Bednarz można oglądać w warszawskim Teatrze Capitol w spektaklu „Dajcie mi tenora”. – Gram Julię. Dzięki niej ostro wróciłam na deski teatru. Mówię ostro, bo to dobra farsa. Julia nauczyła mnie dystansu do siebie.

A jej operetkowość i egzaltacja uświadomiły mi, że śmiech z samej siebie jest najlepszym lekarstwem. Lubię się śmiać – mówi. Z Grzegorzem Gierakiem występuje w całej Polsce w spektaklu „Bajki La Fontaine’a”.

Małgorzata Jungst

Życie na gorąco

Zobacz również

  • To ona, obok takich sław jak: Meryl Streep, Isabelle Huppert i Emmy Stone, triumfowała podczas tegorocznej gali rozdania Złotych Globów. Statuetkę zdobyła za rolę w dramacie „Fences”. W przypadku... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.