Reklama
  • Piątek, 29 stycznia (15:05)

    Boże Narodzenie w tropikach. Jerzy Szuj – Jorrgus

Świąteczny czas na Wyspach Kanaryjskich? Taką decyzję podjął Jerzy Szuj z żoną. Czy w trzydziestoparostopniowym upale udało mu się poczuć magię Bożego Narodzenia?

Gran Canaria, jedna z Wysp Kanaryjskich na Oceanie Atlantyckim. To tam Jerzy Szuj i jego ukochana żona Diana spędzili tegoroczne święta Bożego Narodzenia. – W zeszłym roku odwiedziliśmy Teneryfę, wyspę słynącą między innymi z czarnych plaż i rozrywkowego Playa de Las Americas.

Tym razem mogliśmy cieszyć się błogim wypoczynkiem na długich i szerokich plażach w Playa del Ingles i Maspalomas – cieszy się Jorrgus. Była to dla pary pierwsza od dłuższego czasu okazja do wspólnego urlopu. Ostatnie miesiące Jurek spędził bowiem w trasie koncertowej z zespołem, grając czasami kilka koncertów dziennie. Nie znaczy to jednak, że tydzień na wyspie upłynął mu na leniuchowaniu.

Reklama

– Mimo tego, że sezon miałem intensywny, nie należę do osób, które leżą plackiem na plaży i popijają drinki z palemką – śmieje się. – Lubię, jak coś się dzieje, jak zmienia się wokół mnie otoczenie, jak poznaję nowych ludzi i miejsca – dodaje.

Już drugiego dnia nawiązali znajomość z parą z Polski Kamilą i Mateuszem, i wspólnie postanowili podziwiać uroki wyspy. Wypożyczyli samochód i ruszyli z południa wyspy na północ. – Zdecydowaliśmy się na kabriolet i był to strzał w dziesiątkę – mówi nam Jerzy.

– Gran Canaria jest piękna, choć nieduża. Zwiedziliśmy stolicę Las Palmas, zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcia w okolicy Caldera de Bandama czyli punktu widokowego przy kraterze, jak również odwiedziliśmy największy ogród botaniczny w Hiszpanii – Jardin Canario, w którym zachwycił nas ogród kaktusów – wspomina. Ale największe wrażenie zrobiło na nich południe wyspy: kręte drogi wzdłuż oceanu, hotele wybudowane na skałach, wręcz wbite w ściany skalne.

– Wyglądało to przepięknie, przede wszystkim o zachodzie słońca. Zresztą cała wyspa jest bardzo interesująca krajobrazowo, ludzie są serdeczni i przyjaźni. A tamtejsza kuchnia, owoce morza, to jest to, co lubię najbardziej – zdradza Jorrgus.

Choinka i 35 stopni Celsjusza

Nie obyło się niestety bez przygód. Słońce i ostre przyprawy sprawiły, że Jurek doznał alergii skórnej i musiał się udać do tamtejszego lekarza. – Choroba nie była zbyt przyjemna, ale właściwa diagnoza i dobór leków spowodował bardzo szybką poprawę. Także po przylocie do Polski moja twarz wyglądała już jak pupa niemowlaka – śmieje się. Dopiero w kraju odnaleźli też ducha świąt Bożego Narodzenia. Podczas urlopu nie potrafili bowiem wprowadzić się w atmosferę świąt. Nic dziwnego, skoro termometry wskazywały 35 stopni Celsjusza.

– Co prawda wszędzie można było dostrzec ozdoby świąteczne, w hotelach stały choinki, mieszkańcy przyozdobili domy, a w każdym sklepie z okazji świąt były wyprzedaże. Słońce, ciepły ocean i palmy bardzo daleko odsuwały jednak myśli o zimie, mrozie, szale zakupów przedświątecznych – przyznaje wokalista. Dzięki temu, że małżonkowie są wyznania prawosławnego, nie stracili okazji do tego, aby zasiąść z rodziną do świątecznego stołu. 6 stycznia spotkali się z bliskimi w domu rodziców Jorrgusa w Bielsku Podlaskim.

– Nasza Wigilia wygląda tradycyjnie, tak jak w każdym chrześcijańskim domu. Jest modlitwa, są kolędy, dania postne. Obowiązkowo na stole musi się znaleźć kutia i specjalność mojej mamy, suszone grzyby z burakami. Ale i ja dokładam coś od siebie i przywożę... sushi. Co ważne, tego dnia nie pijemy alkoholu – wyznaje Jurek. – Poza tym musi być Święty Mikołaj, choinka, prezenty, składanie sobie życzeń, choć my nie dzielimy się opłatkiem tylko bułeczką na zakwasie nazywaną prosforą – tłumaczy. Ten czas to dla nich okres spotkań z najbliższymi, a więc nie tylko z rodziną, ale i przyjaciółmi, których zapraszają do siebie w kolejnych dniach świąt. Nie oznacza to jednak, że nie wyobrażają sobie, by spędzić 6 stycznia za granicą. – Święta to okres radości, więc nieważne, gdzie je świętujemy. Ważne, aby byli przy nas ci, których kochamy – stwierdza Jorrgus.

M. Lubartowska

Na żywo

Zobacz również

  • Wczesną wiosną 1940 roku 1,5- -roczna Bożenka Bukraba właśnie uczyła się mówić. Słowo „tata” poznała dzięki mamie, bo ojca już nie pamiętała. Ani ona, ani jej matka nie miały pojęcia, że porucznik... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.