Reklama
  • Piątek, 12 lutego (08:06)

    Andrzej Sołtysik odrodził się dzięki rodzinie

Reklama

Miałem zrujnowane zdrowie, zdewastowany system moralny i niską samoocenę – jeszcze kilka lat temu życiowy bilans znanego dziennikarza Andrzeja Sołtysika nie był imponujący: – Dwa nieudane małżeństwa, zero dzieci... Wmawiałem sobie, że jest fajnie, chociaż się rozpadałem.

Dziś jest innym człowiekiem. Wszystko za sprawą 24 lata młodszej od niego żony Patrycji Czop i ich kilkumiesięcznego synka Stasia. Kiedy parę tygodni temu dziennikarz wracał ze służbowego wyjazdu do Chicago, pisał stęskniony na portalu społecznościowym: „Moje dwa skarby czekają”.

Ojcostwo, którego zakosztował późno, bo w wieku 49 lat, wciągnęło go całkowicie: – Karmimy piersią – deklaruje w liczbie mnogiej dumny tata. A zaledwie kilka lat temu, jak sam mówi, wiódł rockandrollowe życie Piotrusia Pana.

– To była nieustanna szalona balanga – przyznał w wywiadzie dla „Vivy”. Nawet mieszkanie, które urządził dla siebie i poprzedniej żony, było 70-metrową kawalerką dla dwóch osób. Zabrakło w nim stołu, przy którym rodzina mogłaby razem jeść posiłki, i miejsca na pokoik dla dziecka.

Dziennikarz był dumny, że ich lokum jest śmiałe, nowoczesne i oryginalne. – Nie umiałem dostrzec, że coś jest nie tak. A przecież jestem pieprzonym tradycjonalistą i chłopakiem nawet nie z małego miasteczka, tylko ze wsi – mówi.

Otrzeźwienie przyszło, gdy po raz kolejny jego świat się rozpadł, a on pomieszkiwał kątem w pustym mieszkaniu znajomych. Dotarło do niego, że ma 45 lat na karku i znalazł się w punkcie wyjścia. Z tej otchłani wyrwała go przyszła żona Pati.

On nie wierzył, że kiedykolwiek uda mu się stworzyć szczęśliwy związek, a ona namówiła go, żeby poszedł do psychiatry. – Gdybym nie przegadał z psychoterapeutą dwóch lat raz w tygodniu, nie dopuściłbym do siebie faktu, że jestem DDA – Dorosłe Dziecko Alkoholika – przyznał.

I nie poradziłby sobie ani z depresją, na którą cierpiał, ani z problemem alkoholowym, który miał. – Ciągłe eventy, kabarety. Zawsze umiałem się podłączyć do jakiejś imprezy – nie kryje. W samochodzie woził śpiwór i jeśli nie było pokoju w hotelu, spał na podłodze.

– Żyłem jak w transie i coraz bardziej mnie to wyniszczało – wyznał. Zmobilizowanie się, by poprowadzić poranne pasmo „Dzień Dobry TVN” stanowiło ogromny wysiłek. – Alkohol mnie dewastował, po prostu mną rządził. Nawet nie chcę mówić, na jakie rzeczy sobie pozwalałem – twierdzi.

Dziewięć lat temu bardzo przeżył nagłą śmierć przyjaciela Jana Burdy, który zmarł na tętniaka mózgu. Andrzej Sołtysik pił przez dwa tygodnie, a potem postanowił zmienić życie. Zrozumiał, jak bardzo jest kruche.

Nie udało się jednak. Dopiero po latach zdał sobie sprawę, że kumple, z którymi imprezuje w weekend, wracają do żon, dzieci, a on nie ma dokąd. Wtedy uwierzył, że to życie rodzinne go uratuje. Postawił na nie i... wygrał.

Teraz gorliwie nadrabia stracony czas i zachęca innych panów w średnim wieku, by szli w jego ślady: – Róbmy dzieci. To najlepsze, co może nam się przydarzyć. Posiadanie dziecka odmładza o jakieś 9 lat. Dzięki temu poczułem się silniejszy, sprawniejszy, bardziej odpowiedzialny. Dojrzałem.

Dobry Czas

Zobacz również

  • Przyszła aktorka i wokalistka Izabela Trojanowska (61) wychowała się w Olsztynie. Jej rodzinny, drewniany dom stał w malowniczej okolicy między dwoma jeziorami. – Moja mama zawsze żartowała, że... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.