Reklama
  • Piątek, 26 lutego (15:00)

    Alicja Majewska. Ukochanej mamie

Matka Alicji Majewskiej uwielbiała piosenkę córki „Podróżą każda miłość jest”, która pomagała jej przetrwać po przebytym udarze.

Nigdy nie zapomni koncertu, na którym wśród publiczności zasiadła jej ukochana mama Anna (†96). To były ich ostatnie szczęśliwe chwile. – Dedykowałam jej piosenkę „Podróżą każda miłość jest”, jej ulubioną. Wstała, celebrowała tę chwilę. Nigdy wcześniej tak się nie zachowywała – wyznała Alicja Majewska (67).

Śpiewane przez piosenkarkę słowa: „czasu coraz mniej do odjazdu, coraz większy lęk przed złą gwiazdą” miały okazać się prorocze. Wtedy po raz ostatni Alicja widziała mamę uśmiechniętą, mogącą się poruszać. Niedługo potem jej rodzicielka doznała udaru. To był dla piosenkarki dramatyczny czas.

Reklama

Do tego momentu Anna żyła pełnią życia. – Lubiła spotkania z sąsiadkami, stale komuś pomagała. Była dobrym człowiekiem, niezwykle dyskretnym, wspierającym – twierdziła piosenkarka. Nikt nie przypuszczał, że może dojść do tragedii.

– Tego dnia, kiedy zachorowała, poszła jeszcze na targ. Później zobaczyłam, że listę zakupów na małej kartce robiła już drżącą ręką.

Czuła, że dzieje się z nią coś złego. Wyszła na klatkę schodową, dlatego pomoc była tak szybko – wyjaśniała.

Na początku przebywała w ośrodku rehabilitacyjno-wychowawczym we Wrocławiu, gdzie troskliwą opieką otoczyła ją siostra i druga córka. Piosenkarka była wstrząśnięta tym, jak bardzo jej mama się zmieniła.

– Kiedy pierwszy raz zaprowadziłyśmy ją na wózku do ogrodu botanicznego, siedziała nieporuszona, kompletnie odcięta emocjonalnie. Jaki to musiał być straszny szok dla niej. Nie chodziła, nie mówiła. A wiedziała, co się dzieje – wyznała artystka.

Dzwoniła do niej z każdego koncertu

Piosenkarka bardzo pragnęła, żeby Anna zaczęła mówić, ale ona wypowiadała tylko jedno słowo: „lato”. Nagle stało się coś nieoczekiwanego.

– Kiedyś poszłam z mamą do parku. W pewnej chwili usłyszałam: „Zostań zawsze”. To się tylko raz pojawiło. Powiedziała pełne zdanie, bardzo wyraźnie – zdradziła poruszona do głębi Alicja. Wówczas zdecydowała, że z pomocą opiekunek będzie zajmować się mamą u siebie w Warszawie.

– Były ciężkie momenty, ale bycie z nią na co dzień było czymś fantastycznym. To jej czekanie na mnie. Kiedy wyjeżdżałam na koncerty i dzwoniłam do niej, opiekunka trzymała jej przy uchu słuchawkę. Ja opowiadałam, a z drugiej strony słyszałam: „lato, lato” – wyznała. A przecież kiedyś było zupełnie inaczej. Anna za młodu pracowała jako nauczycielka w miejscowości Olbierzowice w szkole, w której kierownikiem był jej mąż.

– To była malutka wieś bez prądu, pierwsze lata uczyłam się więc przy lampie naftowej. Ale to były piękne, dziecięce lata – wyjaśniała piosenkarka. Z żalem opuściła szczęśliwy dom rodzinny. Wybrała studia pedagogiczne, ale pisana była jej kariera wokalna. Mając 24 lata wyszła za mąż za dziennikarza Janusza Budzyńskiego.

– Z osoby z inicjatywami zrobiłam się wygodnicka, obarczając go wszystkimi obowiązkami, i pewna jego uczuć. Okazało się, że bardzo się myliłam... – wspominała. Po rozstaniu z Budzyńskim skupiła się na karierze, lecz nigdy nie zapomniała o mamie.

Zawsze się o nią troszczyła, szczególnie po śmierci ojca, kiedy Anna samotnie zamieszkała w podwarszawskim Milanówku. Po 13. latach choroby, podróż Anny nieuchronnie zbliżyła się do końca. Odeszła 3 stycznia 2011 r.

– Boże Narodzenie jeszcze spędziła w domu. Trzy godziny siedziała za wigilijnym stołem, uważnie się wszystkim przyglądała. Jakby się z nami żegnała... – przyznała ze smutkiem piosenkarka. Alicja codziennie wspomina mamę.

– Pamiętam ją jako osobę, która żyła do końca – wyznała. Cieszy się, że w ostatnich latach życia mogła dać swojej rodzicielce tyle miłości, ile tylko potrzebowała.

Na żywo
Więcej na temat:alicja | Anny | matka | Matka | dr | piosenkarka | Go | Narodzenie | narodzenie | lubi | wroc | milan

Zobacz również

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.