Reklama
  • Środa, 19 kwietnia (11:01)

    Alicja (Bibi) Klenczon. Dla niej opuścił Polskę

To była miłość od pierwszego wejrzenia. Bez niej Krzysztof nie wyobrażał sobie życia.

W styczniu 1965 roku w barze Alga w Sopocie 20-letnia Alicja poczuła, że ktoś się jej bacznie przygląda. Chłopak był przystojny, ubrany w kożuszek i chyba nieśmiały, bo bał się podejść. Kim jest, dowiedziała się już następnego dnia, gdy przyszła do Grand Hotelu na koncert Czerwonych Gitar. Okazało się, że gra i śpiewa w tym zespole, a nazywa się Krzysztof Klenczon. Zapamiętał śliczną dziewczynę, więc gdy tylko znów ją zobaczył, wysłał kolegę, by w imieniu zespołu zaprosił ją na imprezę. Nie wierzyła własnym uszom.

Reklama

Na pierwszej randce poszli do kina. – Czekałam aż zacznie się do mnie przysuwać. A on nic! – wspominała. Pod rękę wziął ją dopiero, gdy spacerowali po molo. Miała czerwone szpilki, mogła skręcić kostkę. Odprowadził ją potem na ostatni pociąg, ale pod wpływem emocji w ostatniej chwili wskoczył do środka i zaprowadził dziewczynę pod dom w Gdańsku. Dostała burę od babci, że wraca tak późno, a Krzysztof musiał wracać na piechotę do Sopotu. To były początki jego wielkiej muzycznej kariery i nie stać go było na taksówkę. Młodzi zaczęli się spotykać pod czujnym okiem babci Alicji, Stefanii Truskolaskiej.

Dziewczyna mieszkała z nią, bo rodzice kilka lat wcześniej uciekli z Polski. Po wojnie założyli przedsiębiorstwo i podpadli komunistycznym władzom. Udało się im wydostać z kraju, lecz bez córki. Myśleli, że do nich dołączy, ale ciągle odmawiano jej paszportu. Alicja żyła w PRL-u w charakterze zakładnika. O tym, że Bibi (tak nazywali ją rodzice i przyjaciele) marzy o wyjeździe do USA i połączeniu się z rodziną, chłopak dowiedział się od razu. Nie myślał o tym, perspektywa była odległa, a on coraz bardziej zakochiwał się w ślicznej dziewczynie. Pierwszej w swoim życiu. Gdy ją odwiedzał, jej babcia dożywiała go, częstowała zupą. Bibi nie jeździła z nim po Polsce. Była z porządnej rodziny, nie wypadało, by została u chłopaka na noc. Krzysztof to szanował.

Ślub wzięli dwa lata później, 25 grudnia 1967 roku

Alicja już wtedy wiedziała, jak na jej chłopaka reagują kobiety. Szalały za nim, nie zdając sobie sprawy jak bardzo go to peszy. Mimo sławy, nadal był skromny i nieśmiały. W dniu ślubu jednak i ona musiała się zmierzyć z popularnością Czerwonych Gitar. Na cywilnym w USC w Gdańsku było jeszcze spokojnie, ale gdy podjechali wieczorem pod Katedrę w Gdańsku-Oliwie pod kościołem stały już tłumy fanek. – Krzysiu, zastanów się co robisz! – krzyczały wielbicielki.

Kolejne 5 lat ich życia rodziny Klenczonów zdominowała muzyka i kariera Krzysztofa. Dumna z męża Alicja zaprzyjaźniła się z jego rodziną, zwłaszcza z teściem. Mąż dużo pracował, jak na muzyka-samouka osiągnął wielką sławę. Jego piosenki przeszły do legendy, nuciła je cała Polska. I choć zaczęło im się powodzić, jednak Alicja nigdy nie przestała myśleć o wyjeździe z Polski. Zrobiła to, gdy tylko dostała paszport. Córkę Karolinę urodziła już w Ameryce. Wkrótce, w w 1972 roku, dołączył do niej Krzysztof. By utrzymać rodzinę, pracował w firmie teścia, jeździł taksówką, był portierem w hotelu. Grywał też w klubach polonijnych. Cieszył się z narodzin drugiej córki Jacqueline Natalie. Myślał o tym, by wrócić do Polski i kontynuować karierę, ale zdarzył się fatalny wypadek samochodowy. Zmarł w lutym 1981 roku.

Dobry Tydzień

Zobacz również

  • Profesor sztuk teatralnych i dziekan Wydziału Aktorskiego krakowskiej PWST. Wybitny aktor teatralny, filmowy i radiowy. Choć Krzysztof Globisz (60) na swoim koncie ma niezapomniane filmowe... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.