Reklama
  • Poniedziałek, 13 marca (13:05)

    Adam Nowak. Wróciłem do wiary, żeby nie umrzeć

Jego piosenki pełne są religijnych odniesień: „Trudno nie wierzyć w nic”, „Pod niebem pełnym cudów”, „W wielkim mieście”, „Trwajmy”. Jednak Adam Nowak (53), lider zespołu Raz, Dwa, Trzy, nie zawsze żył zgodnie z Dekalogiem. Od Kościoła zaczął odchodzić jako nastolatek.

Reklama

– Drażniła mnie otoczka, pseudoteatralność mszy, ludzie, których podejrzewałem o konformizm i sztuczność w wierze. Uważałem, że to przeszkadza mi w kontakcie z Bogiem. Ta decyzja wynikła z lenistwa, pójścia drogą atrakcji i przyjemności, które dawało życie – wyznał w wywiadzie-rzece „Trudno nie wierzyć w nic. Między wiarą a niewiarą”.

Odejście od Kościoła nałożyło się na okres młodzieńczego buntu. Adam robił wszystko, by udowodnić rodzicom, że nie interesują go ich aspiracje dotyczące jego osoby. Mama i tata, z zawodu weterynarz, chcieli, żeby syn poszedł do liceum. Zgromadzili dokumenty, które miał zanieść do szkoły. Przez miesiąc okłamywał rodziców, że to zrobił, a w tajemnicy aplikował do szkoły gastronomicznej. Chciał zostać kelnerem.

– Zawodówkę wymyśliłem, bo liczyłem, że da mi samodzielność, na której mi zależało – mówił. Maturę jednak zdał, tyle że dopiero po dwudziestce. – Robiłem wiele rzeczy: byłem garderobianym, roznosiłem mleko i kopałem rowy – odpowiada. I choć skończył pedagogikę kulturalno-oświatową w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Zielonej Górze to zdecydował, że jego powołaniem jest muzyka.

Najtragiczniejszy okres pogubienia w jego życiu miał miejsce, gdy studiował. – To było totalne oddanie się przyjemnościom życia. Prawie wszystkim. Na szczęście udało mi się nie pójść w narkotyki. Natomiast to, w jakim miejscu się znalazłem, było tak samo wyniszczające, związane z emocjami i autodestrukcją. Wszystko stało się nieważne, łącznie ze mną. To, że wróciłem do wiary, żeby nie umrzeć trzeba odebrać dosłownie – wyznaje.

Osobą, która go uratowała okazała się przyszła żona. Kiedy poznał 26-letnią wówczas Dorotę, ona sama przechodziła przemianę we wspólnocie dominikanów w Poznaniu. To dzięki niej Adam po latach poszedł na mszę i wyspowiadał się. Zamieszkali razem, ale żyli w czystości.

– Dla mnie, osoby, która dotąd czerpała z życia same korzyści, nie było to łatwe – opowiada. Po sześciu miesiącach, w 1991 roku, wzięli ślub. – Byliśmy ludźmi, którzy się pogubili i jak topielcy podaliśmy sobie tę samą brzytwę. Brzytwą tą, albo może lepiej deską ratunku, która nas ocaliła, choć także w słuszny sposób poraniła nam palce, była wiara. Wspólna wiara w tego samego Boga – podkreśla.

Dziś Dorota i Adam mieszkają pod Toruniem i wychowują czwórkę dzieci: Stanisława, Jana, Barbarę i Zofię. Niedawno zostali dziadkami. Razem chodzą do kościoła i czytają w domu Pismo Święte. Kiedy wyjeżdża na występy tęskni za rodziną, wyrzuca sobie, że nie jest dobrym ojcem.

– Popularność jest fajna przez 15 minut, potem staje się uciążliwa. Lubimy koncertować, ale to, co najważniejsze czeka na mnie w domu: miłość, ciepło, zrozumienie – wylicza. – Każdy dostaje inne łaski. Sama wiara nie załatwia wszystkiego. Potrzeba jeszcze nadziei i miłości. Miłości i przebaczenia. Nie wiem, czy jest coś ważniejszego. Nie dostałem jeszcze łaski, żebym mógł całkowicie postępować według woli Bożej. Ale cierpliwie na to czekam – kończy.

Dobry Tydzień

Zobacz również

  • Kobiety go uwielbiają. Za co? Za wszystko: urodę, talent, czar, urok, inteligencję, poczucie humoru. Aktorki, które z nim pracowały, podzielają uczucia fanek. – Ed jest doskonały. Takich mężczyzn... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.